piątek, 8 stycznia 2016

Oblicza Bali - part I: Półwysep Bukit

Dwa tygodnie na Bali (+ wyspa Gili Meno) - tak spędziłam tegoroczne (zeszłoroczne?) święta. Zanim wyjechałam w swoją pierwszą samotną podróż, spędziłam mnóstwo czasu na czytanie, o Bali oczywiście. Było trochę blogów podróżniczych, Lonely Planet i co tam jeszcze w sieci znalazłam. Na blogach o Bali było różnie, nie do końca pozytywnie. Większość nie czuła się usatysfakcjonowana. Nie chciałam mieć więc za wielkich wyobrażeń. Mimo wszystko byłam podekscytowana i miałam dobre przeczucia. Wcześniej dokonałam rezerwacji noclegów w kilku różnych miejscach na Bali + 2 noce na Gili Meno.

Moja przygoda zaczęła się na lotnisku Denpasar, które jest poza miastem. Zaraz po przylocie, trzeba nam trochę indonezyjskich rupii. Wymieniłam więc zdaje się $200 z myślą, że wymienię resztę mieście po lepszym kursie. Ja się później okazało, gdzie nie pojechałam kurs był niższy, albo w najlepszym wypadu taki sam. Na lotnisku nie brakuje scamu. Zaczęło się od próby kupienia karty sim. Zapytałam o cenę i usłyszałam 250 tysięcy rupii (prawie 18 dolarów przy obecnym kursie). Że ile przepraszam? To jest za samą kartę sim? Nie, dziękuję. Nie trzeba być Einsteinem, żeby się zorientować, że to scam. W Bangkoku swojego czasu na lotnisku dawali karty sim za darmo.... No cóż trzeba teraz środek transportu do Jimbaran, na południe. Na lotnisku taksówek z taxi meter nie ma.... Rozglądałam się za słynnymi Blue Bird taxis, ale nie było żadnych. Już na przywitanie ktoś mi proponował taxi. Jak zapytałam o cenę, usłyszałam 250 000 rupii. Zrobiłam tylko wielkie oczy. Przecież do Jimbaran jest bardzo blisko! On na to mi pokazał cennik i powtarzał, że taka jest cena ustalona z góry. Lekko mi się ciśnie podniosło, bo przecież to wierutna bzdura była. Wyszłam na zewnątrz bombardowana ze wszystkich stron ofertami transportu, które po kolei odrzucałam. W końcu jakiś gościu rzucił hasło 100 000 rupii. Przystanęłam, zawahałam się i odpowiedziałam 50 tysięcy. O niemożliwe! Dla Ciebie poranna dobra cena 100 tysięcy. Za drogo, tyle nie zapłacę. Ok, więc ile? 60? Wezmę Cię za 80, last price! Dam Ci 70 tysięcy, wiem, że i tak na tym zarobisz, więc jak, zawieziesz mnie? Jaki to masz adres? No i już wiem, że jest ok. Taką cenę mogę zaakceptować. Tu rada dla wszystkich. Miejcie ze sobą koniecznie adres i telefon do hotelu. Bardzo często sam adres nie wystarcza i kierowcy pytają o numer tel i dzwonią, żeby odnaleźć dane miejsce.

Po dotarciu na miejsce, rzuciłam walizki i podreptałam za plażę. Fale były za duże na pływanie, choć kusiło mnie trochę.... Pospacerowałam po długiej piaszczystej plaży, po czym wyruszyłam na poszukiwania grillowanej rybki. Przy plaży Jimbaran restauracji jest bez liku, ceny jednak nie są dla budżetowych podróżników. Naturalnie płaci się za możliwość jedzenia na samiutkiej plaży. Ja udałam się na drugą stronę ulicy i natrafiłam na sympatyczny WARUNG (tak nazywają małe lokalne knajpki czy stoiska z jedzeniem). Warung Hawaii się nazywał. Przyjemne miejsce z szerokimi drewnianymi stołami i widokiem na morze. Przede wszystkim jednak, pyszne jedzenie za przystępne pieniądze! Pyszna grillowana rybka (+dwa rodzaje sosów) z ryżem, smażonymi krążkami z kałamarnicy, szpinakiem oraz napój (kawa/herbata) za jedyne 50 000 rupii (3,5 dolara). Balijską kawę podają ze słodkim skondensowanym mlekiem, podobnie jak w Laosie. Próbowałam dopytać kelnera, czy może ma zwykłe mleko, ale nie potrafił mnie zrozumieć. Z pomocą przyszedł jego kolega, który siedział ze znajomym przez knajpą. Jak mogę Ci pomóc? Wyjaśniłam więc o co chodzi. Powiedział, żebym poczekała, po czym sam zniknął. Po kilku minutach wrócił z malutkim kartonikiem świeżego mleka, specjalnie do mojej kawy! Jak miło, dziękuję. I tak zaczęła się krótka, ale zabawna znajomość z Jun Jun, lokalnym mieszkańcem, który jak się, w ostatni dzień mojego pobytu na Jimbaran, dowiedziałam, mieszkał tuż obok mojego hostelu/homestay'u. Jun Jun chętnie odpowiadał na moje pytania, takie jak dotyczące poruszania się na skuterze po Bali. Zabrał mnie również do sklepu, gdzie za grosze kupiłam kartę sim, a za 50 tysięcy kupiłam pakiet z nieograniczonym internetem na miesiąc.

Jun Jun wyglądał trochę jak typ spod ciemnej gwiazdy, ale okazał się bardzo sympatyczny, chętny do pomocy i nienarzucający się. Przy naszym pierwszym spotkaniu zauważyłam, że miał ze sobą butelkę wody mineralnej. Zaproponowałam mu piwo (BINTANG!), ale odmówił dodając, że wystarczy mu: "Water, water from the sky". W następny dzień były jego urodziny. Spotkałam go w tej samej knajpie. Poszliśmy na plażę z kilkoma jego znajomymi, gdzie zrozumiałam co oznacza "water from the sky". Dla mnie wzięli dwa piwa, a sami pili arak (lokalny alkohol). Jak się okazało Jun Jun tak sobie tę "wodę z nieba" popija codziennie. Jak to mówił, "I drink a little bit, then I chill out, then drink a little bit. It's okay".

Jun Jun modlił się o dobrą pogodę dla mnie i o to, żeby mnie nie zatrzymała policja na skuterze - nie mam prawa jazdy na motor, co nie przeszkadza mi w Wientianie jeździć skuterem na co dzień :) ale Bali to nie Laos. Jego prośby zostały wysłuchane. Nie spadła ani kropla deszczu podczas mojego 3 dniowego pobytu w Jimbaran. Policję szczęśliwie minęłam dwa razy.

Podczas mojego pobytu na południu Bali, skoncentrowałam się na półwyspie Bukit, na głównie jego zachodniej części. Wyjazd do okrytej złą sławą Kuty sobie darowałam.

Odkryłam cudowne plaże, gdzie turystów nie było prawie wcale i pojadłam pysznych grillowanych rybek. Pierwsza część mojej podróży przebiegła spokojnie, odnalazłam spokój, a oczy nacieszyłam widokami, których nie zapomnę. Dodam, że na Bali panuje ruch lewostronny. Jakoś tego nie wyczytałam nigdzie wcześniej. Przekonałam się jak tylko wypożyczyłam skuter i wyjechałam na drogę! :)

Jimbaran Beach




Jedna z wielu restauracji na Jimbaran. W ciągu dnia puste, zapełniają się przed zachodem słońca,


Moja pierwsza kolacja za 85 000 rupii. PYCHA!
Ta miseczka z wodą i kawałkiem lemonki, to nie zupa.
 Służy na płukania rąk, bo na Bali rękami się właśnie je :)

Zachód słońca na Jimbaran





Hmmm ;)


Na drugi dzień udałam się do Uluwatu Temple. Niesamowite widoki! Uwaga na MAŁPY. Jest ich sporo i zdają się znienacka atakować. Jednej dziewczynie ukradły klapka, innej bieduli zabrały aparat. Kobiecie idącej tuż przede mną zwinęły okulary z nosa.... Małpiszony! 

Uluwatu 




Moje ulubione drzewa w Azji. W Laosie zaczynają kwitnąć w maju.

Padang Padang Beach - ładnie, ale bez szału 


Balangan Beach - odnalazłam mój plażowy raj na Bali! Dla mnie najpiękniejsza plaża jaką widziałam na Bali. Aż nie mogłam uwierzyć, że ludzie prawie nie było wcale. To wszystko dla mnie? Dziękuję, proszę zapakować!





 Bingin Beach - moja druga ulubiona plaża!

Dłuuuga piaszczysta plaża

Do plaży Binging schodzi się z klifu idąc wąskim schodami, miałam wrażenie, że wchodzę ludziom do domu! No i potem wspinaczka w górę.... Przy upale i wysokiej wilgotności można się nieźle spocić! Ale to domy wyryte w skałach wyglądają zjawiskowo. Widok z nich musi być nieziemski!


Plaża w Nusa Dua - zachodni koniec półwyspu Bukit


Zastaw Ha Ha

5 komentarzy:

  1. Piękne miejsca odnalazłaś na Bali... Ja też tam byłam 5 lat temu, ale przede wszystkim urzekła mnie duchowość i religijność Balijczyków, a nie piękno krajobrazu. W mojej nadmorskiej miejscowości nie było jednak takich ładnych plaż. A jeśli chodzi o jedzenie, to zajadałam się balijskim 'kare ayam', które jest wyborne i zupełnie inaczej smakuje niż np. tajskie curry. Ale te rybki grillowane też nieźle wyglądają... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w jakiej miejscowości byłaś? Ja akurat za curry nie przepadam, więc rzuciłam się morskie ryby! W Laosie mamy tylko rybki z Mekongu, albo owoce morza z Tajlandii, więc te są drogie.

      Usuń
  2. Cześć! W lipcu lecę na Bali na dwa tygodnie. Początkowo chce wypożyczyć skuter i zwiedzić południową część wyspy, Balangan, Uluwatu itd.. Gdzie polecasz się zatrzymać na te 4-5dni? Zależy mi na tym, żeby wieczorem była możliwość wyjść zrobić zakupy, zjeść tanio kolację. Tłumów nie lubię, ale po doświadczeniu ze Sri Lanki nie chciałabym trafić na całkowite odludzie, gdzie możliwość zjedzenia czegokolwiek to hotelowa knajpka. Będę wdzieczna za pomoc :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej!Polecam Jimbaran. Ja się zatrzymałam właśnie przy plaży Jimbaran. Dużo turystów z innych zakątków wyspy zjeżdża się wieczorem na kolację na plaży - restauracji jest mnóstwo, choć tanie nie są. Ale w Jimbaran jest też targ i street food za mniej niż dolara. W ciągu dnia długa i szeroka plaża jest prawie pusta (przynajmniej w grudniu była). Bez problemu można wypożyczyć skuter i zwiedzać :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. O super. Bardzo dziękuje za wskazówkę. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń