niedziela, 4 października 2015

Przeprowadzka - dom marzenie?

Znów się przeprowadziłam, po raz szósty. Tym razem powodem przeprowadzki był basen. Po sześciu miesiącach mieszkania w apartamencie, zamarzył mi się dom. O ile o przyjemny apartament nie jest tak trudno (choć ceny są bardzo wysokie!), to o ładny dom w rozsądnej cenie jest niełatwo. Nawet te, które wcale nie są takie tanie, wyglądają czasem strasznie. Zazwyczaj z zewnątrz domy wydają się w porządku, czasem nawet super, za to wnętrza są po prostu fatalne. A ja chciałam w miarę tanio, z ogrodem i basem. No się udało!

Teren wraz z czterema willami należy do laotańsko-francuskiej pary. Owe wille dzielą piękny ogromny ogród i mały basenik. Jest ogrodnik i ochroniarz w nocy, co daje poczucie bezpieczeństwa (niecały miesiąc temu obrabowali dom koleżki z pracy). Dom jest przyjemnie urządzony z drewnianymi podłogami, a nie z kafelkami jak w większości domów. No i jest też super przestronny taras.

Czy więc to jest mój wymarzony dom? Prawie..... Pojawiło się kilka problemów w przeciągu tych ostatnich 3 tygodni. Przede wszystkim mam dalej do pracy i do centrum - około 8 km. Niby niedaleko, ale z powodu 2 targów w okolicy korki są straszne. Dotarcie rano do pracy zajmuje mi pół godziny. Ale z tym się liczyłam. Coś za coś. Za taki dom w centrum musiałabym zapłacić 3 lub 4 razy więcej. Jedni mieszkają w centrum w chatkach wyglądających jak pudełko na buty, inni wolą dojeżdżać, ale za to mieszkać wygodnie.

Kolejnym problemem są komary. Niby są wszędzie, ale im więcej zieleni, tym więcej tego paskudztwa. Jestem więc dobrze wyposażona do walki z moskitami, Mam dwa duże wiatraki, specjalny węgielek do palenia, który odstrasza komary, urządzenie do kontaktu o podobnym działaniu, rakietę na prąd do zabijania komarów, insect killer spray - nazwa mówi sama siebie, no i oczywiście repelenty do smarowania. Sporo tego, a i tak kąsają. Cóż, taka cena piękną zieleń wokół domu.

Ale naturalnie to nie wszystko... Dwa tygodnie temu, w piątkową noc wróciłam do domu około 2 w nocy. Otworzyłam drzwi do kuchni i śmiało weszłam do środka. Światła nie zapaliłam, bo chciałam pierwsze położyć klucze na stole. Wtedy zauważyłam jakiś ruch na podłodze... pomiędzy moimi stopami. Coś było szybkie i duże. Od razu sobie pomyślałam, że to mysz albo szczur. Spokojnie podeszłam do drzwi i zapaliłam światło. Ku mojemu przerażeniu odkryłam, że to pająk (taaak, mam arachnofobię...). Był wielkości środkowego palca, duży, brzydki i mega szybki. Wtedy stało się coś jeszcze gorszego. W odległości metra na ścianie zobaczyłam kolejnego pająka. Wyglądał tak samo jak pierwszy, tylko duuuużo większy, z rozstawem nóg był wielkości dłoni...!!!! Zamurowało mnie. Stałam przez chwilę zupełnie sparaliżowana. Te parę drinków, które wypiłam wieczorem nagle stały się zamierzchłą przeszłością. W moment otrzeźwiałam. Nie było wyjścia, musiałam się go, a raczej ich pozbyć. Całe szczęście w łazience trzymam, wspomniany wcześniej, inscet killer spray. Pobiegłam do łazienki tak szybko jak tylko to byłe możliwe - bo przecież co by było gdyby się gdzieś schowały?! Wróciłam z bronią w ręku i zaczęłam, z odległości ok. metra, spryskiwać potwora trucizną. Naturalnie zabrałam się za tego większego. Mogłam mieć tylko nadzieję, że ten drugi poczeka. Pająk natychmiast zareagował. Z prędkością światła wspiął się wysoko na ścianę. Musiałam sobie pomóc krzesłem by mieć go w zasięgu sprayu. Trwało to wieczność, a on nie umierał. W końcu wlazł wysoko na szafę i straciłam go ze wzroku. Mogłam tylko mieć nadzieję, że w końcu padnie. W między czasie przygotowałam się na kolejny atak. Z drugim pająkiem poszło trochę łatwiej, bo był przez pół mniejszy. Wtedy zauważyłam jak jego większy brat spada z szafki na podłogę. Jeszcze przez kilka minut poruszał nogami. Siedziałam na kanapie patrząc na pokonane potwory. Sporo mi zajęło nim doszłam do siebie i odważyłam się pójść spać....

W między czasie 2 razy zdarzyło mi się wejść w sieć pajęczą nocą w ogrodzie. Tydzień temu rano w sypialni zobaczyłam kolejnego pająka - ten sam gatunek. Nie był tak duży, ale i tak mnie przestraszył. Załatwił go mój niezastąpiony spray. Tego samego dnia po południu przydarzyła mi się inna obrzydliwa historia. Suszyłam w ciągu dnia buty na tarasie. Chciałam sprawdzić, czy były już suche. Włożyłam rękę do środka jednego buta. Natychmiast wyczułam coś zbyt gładkiego i śliskiego. Odrzuciłam but błyskawicznie. Wypełzł z niego ogromny karaluch... FUJ!!! Innego dnia coś mnie użądliło w palca w ogrodzie, nie wiem nawet co. Poczułam ukłucie i palec zrobił się czerwony. Raz wleciał do domu zmutowany szerszeń. To wszystko w ciągu zaledwie 3 tygodni... Dodam, że przed domem, między dwoma drzewami, inny pająk utkał gigantyczną sieć. Siedzi na szczycie dzień i noc, a ja niestety muszę pod nią przechodzić codziennie. Jest z wysoko, żeby w jakikolwiek sposób się do niego dostać. Mam nadzieję, że pewnego dnia nie spadnie mi na głowę...

Na pocieszenie mam piękne i oczywiście ogromne motyle (ćmy niestety też). O gekonach nie będę pisać, bo te są wszędzie. W każdym domu/mieszkaniu je miałam. Wewnątrz i na zewnątrz.

Tak więc pytanie, czy to dom marzenie???

A oto i mój dom


Z pięknym ogrodem



Taras



Basen, o którym tak marzyłam.
Mały, ale jest :)

Moje ulubione miejsce w domu.


Jedna z dwóch sypialni. 

Łazienka


Łazienka nr. 2

Basen nocą

Widok z kuchni na basen

Jest i pająk - na zdjęciu oczywiście jest już martwy. 

12 komentarzy:

  1. Ola a sa jakies u was firmy, ktore spryskuja dom wkolo. U nas tak robia, nie masz wtedy zadnego robactwa w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jakieś są, ale problemem nie jest dom. To w ogrodzie wszystko żyje i czasem włazi do domu. Trzeba by zawsze zamykać wszystkie drzwi i okna, a dom uszczelnić.

      Usuń
  2. też nienawidzę pająków. Ale za to gekony uwielbiam, bo zżerają robactwo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, a w NT za oknami już mgła i chłodno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu właśnie robi się przyjemnie - upały odpuszczają.

      Usuń
  4. O boże! Umarałabym na widok takiego pająka! Dzielna babka jesteś! A dom piękny :-) Miłego mieszkania :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale dzielna nie jestem, o mało nie zeszłam na jego widok! :)

      Usuń
  5. Musiałaś wrzucać to ostatnie zdjęcie? Teraz tylko oglądam się cały czas za siebie i nad siebie, żeby upewnić się, że u mnie nie ma takich bestii ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam paranoje przez jakieś 3 tygodnie. Później mi przeszło. Kilka dni temu w łazience na ścianie zobaczyłam OGROMNEGO karalucha, latającego (sic!) jak się okazało!!!

      Usuń
  6. Dom cudny, z ciekawości ile +/- wynosi koszt wynajęcia takowego, oczywiście jeśli to nie tajemnica?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czynsz wynosi 550 USD. Cena stosunkowo niska, bo dom jest dosyć daleko od centrum - 7,5 km. Za taką "willę", w centrum trzeba by zapłacić ze 3 razy więcej.

      Usuń