środa, 22 lipca 2015

Zgub się na targu Chatuchak

Moje nowe odkrycie w Bangkoku - Chatuchak Market. Targ nie jest bynajmniej nowy i sama się dziwię, że wcześniej o nim nic nie słyszałam, a przecież w BKK byłam pewnie ze 20 razy.

Ale co takiego niezwykłego jest w tym targu? Zacznijmy od tego, że targ Chatuchak to weekendowy targ, więc na zakupy możemy się tam wybrać tylko w sobotę lub niedzielę. Targ jest wyjątkowy z kilku względów. Po pierwsze, jest ogromny. 35 akrów, na których mieści się 8000 sklepików i stoisk robi wrażenie. Średnio, w weekend targ odwiedza około 200 000 ludzi. Targ podzielony jest na 27 sektorów, więc niektórzy mogą chcieć zaopatrzyć się w mapę. Ja mapy nie miałam i jak znowu tam pojadę (a pojadę na pewno), to też bez mapy będę nawigować. Targ jest wspaniały, kolorowy, różnorodny i czysty, więc zgubienie się tam to najlepsza zabawa. Idziemy tam, gdzie nas oczy poniosą. A to pójdę w lewo, a teraz w prawo, tu prostu, potem znów gdzieś skręcę... i tak przez parę godzin. O tak, przygotujcie się na spędzenie pół dnia na targu. Ja w sumie nie planowałam nic kupować, a kupiłam sporo... Miałam na targ zaglądnąć, tak na godzinkę, a włóczyłam się przez ponad 4, pomimo tego, że na plecach miałam 8 kilowy plecak, a od południa żar lał się z nieba.

A co na targu można kupić? WSZYSTKO. Ubrania i akcesoria, kosmetyki, rękodzieła, ceramikę, meble i wszystko inne do dekoracji wnętrz, jedzenie i napoje, rośliny i akcesoria/narzędzia ogrodnicze, obrazy i rzeźby, zwierzęta domowe, książki, antyki, pamiątki i jeszcze więcej. Innymi słowy, wszystko czego dusza zapragnie.

Nie zapomnijmy, że na targu trzeba się targować. Jak się już tę jakże ważną sztukę opanuję (uważam się za ucznia na zaawansowanym poziomie), to można wytargać coś za bardzo przyzwoite pieniądze. Jaką taktykę obrać, żeby nie przepłacić? Jest ich wiele. Ja zazwyczaj przesiaduję dosyć długo w jednym miejscu, przeglądam rzeczy dokładnie i po sto razy. Niby jestem zainteresowana, ale nie przekonana. Biorę coś do ręki, po czy odkładam. No nie wiem.... sama nie wiem... Im dłużej tak kręcę nosem tym niższa staje się cena. Może chcą się mnie już pozbyć? Bo ileż ten falang będzie oglądał i jeszcze nie wiadomo, czy w ogóle zamierza coś kupić. Tak było np. z portfelem skórzanym, który kupiłam po jakiejś pół godzinie. Cena wyjściowa 400 bahtów. Ostatecznie zapłaciłam 270. Mnie też pomaga znajomość laotańskiego, bo tajski jest podobny. Liczby np. są takie same. Więc kiedy negocjuję w ich języku, to nie biorą mnie za zwykłego turystę. Rozpoznają, że mówię po laotańsku i często takie zakupy zmieniają się w swobodną rozmowę. A gdzie ja to mieszkam w Laosie? A co tam robię? A jak długo już tam mieszkam?  skąd pochodzę? A ile razy byłam w Bangkoku? Itd. Nieraz bywa bardzo zabawnie, zwłaszcza jak zaczynają pytać, czy mam męża albo chłopaka. Oni zawsze są wolni i najczęściej mają dokładnie tyle lat co ja ;)

O czym należy pamiętać idąc na targ:
1. Weź sporo gotówki - wydasz więcej niż zamierzasz (w razie czego ATMy też są).
2. Ubierz coś luźnego, przewiewnego i wygodnego, przede wszystkim wygodne obuwie - zrobisz więcej kilometrów niż myślisz.
3. Ubierz okulary słoneczne, kapelusz też może się przydać, choć większość targu (na szczęście!) jest zadaszona.
4. Weź butelkę wody, albo lepiej dwie. Nie żeby napojów tam brakowało, ale po co zmieniać trasę albo zawracać, tylko po żeby ugasić pragnienie.
5. Uważaj na kieszonkowców!
6. Idź na targ rano, jest mniej ludzi i przyjemniejsza temperatura.
7. Jak się boisz to zakup sobie na miejscu mapę, a jak lubisz błądzić, to zgub się tak jak ja - polecam opcję numer 2! :)

Jak dostać się na targ?

Ja wysiadłam na dworcu kolejowym Hua Lamphong. Z dworca prosto na targ jedzie metro. Podróż trwa 20-30 minut (nie patrzyłam na zegarek). Cena za bilet w jedną stronę 45 bahtów.

I tak mam nowe i już ulubione miejsce na zakupy w Bangkoku! Wam też się spodoba, gwarantuję :)

A oto i namiastka tego co zobaczycie na targu. Zdjęcia niestety marne, bo z telefonu, aparat mi się akurat wyładował :(

Może taki złoty smok do salonu, co by rozświetlił wnętrze? ;)

Albo mało wygodne, ale za to jak bogato wyglądające pozłacane ławy?

Wybierz nadruk, podaj rozmiar i zakup T-shirt

Tu usiadłam sobie na plastikowym taborecie i przez dobre pół godziny przeglądałam 
drewniane tabliczki z przezabawnymi hasłami. 

"The boobs are real, the smile is fake" :D

Czysto!!!






Do dziś nie rozumiem, dlaczego się tam nie zatrzymałam, żeby zjeść!

Kucharz chętnie pozował i nawet krótki taniec odprawił, ku uciesze turystów, oczywiście. 

A tu mydełka - cudnie pachną. Zakupiłam 2, jeden o zamachu mango (w lewym dolnym rogu),
a drugi kokosowy. 

Wyroby skórzane muszą się prezentować! 

9 komentarzy:

  1. Ola, w lipcu miałaś być juz w domu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jestem w Polsce od ponad tygodnia :) Na targu byłam w czasie podróży do PL.

      Usuń
    2. Oleńka - bo tak Cię nazywałem, nieraz czytam Twojego bloga z wypiekami, podziwiam Twoją odwagę i tą ciekawość świata, też kiedyś tak miałem. Wiele razy próbowałem napisać, ale nie umiałem. Z emocji nie napisałem kto to emes, - tato wie, pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń
    3. Już wiem od taty :) Pozdrawiam cieplutko!!!

      Usuń
  2. o, tak. Azjatyckie targi są wspaniałe :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Te lampki kulki to kupilabym od razu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawe info i zdjęcia :) Również wybieram się niedługo do Bangkoku, zaciekawiłaś mnie brdzo tym targiem Chatuchak. Czy pamietasz może czy sprzedawcy wystawiają tam jakieś paragony za kupione souveniry? Może można taki otrzymasz na życzenie? Pozdrawiam i życzę kolejnych udanych podróży :) Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Paragonu na targu azjatyckim nie dostaniesz. Nawet większość sklepów takowych nie daje :) Jedynie w centrach handlowych w BKK dostawałam paragony (przydać się mogą na lotnisku, gdzie można dostać zwrot podatku).

      Usuń