niedziela, 12 października 2014

Zakupy lokalne - po raz kolejny: tani Laos?

Po moim ostatnim poście rozpętała się burza na wykopie na temat cen w Laosie i tego, że jem importowane jedzenie dla, jak to ktoś pięknie określił, "białasów".

Zacznijmy od tego, że to co jem to moja sprawa. Tym, którzy wyjechali na parę tygodni do Azji i jedli uliczne jedzenie wydaje się, że w Azji wszystko TAKIE tanie. Oczywiście jedząc tylko lokalnie i śpiąc w niskobudżetowych hostelach można podróżować tu tanio, dużo taniej niż np. w Europie. Inaczej jednak wygląda sprawa kiedy się tu MIESZKA. Każdy ekspata jakiego znam łączy kuchnie lokalną z kuchnią zachodnią. Jak tu przyjechałam, to przez pierwsze miesiące zajadałam się laotańskim i tajskim jedzeniem. Po pewnym czasie jednak zaczyna się tęsknić za znanymi smakami. Naturalne jest więc, że człowiek powraca do tego co zna. Dodam również, że kuchnia laotańska jest bardzo specyficzna. Laotańskie jedzenie nie jest takie same jak tajskie, choć jest sporo podobieństw. Laotańska kuchnia jest przede wszystkim bardzo ostra, więc nie każdy się tu odnajdzie. Osobiście mogę powiedzieć, że jestem zawsze bardzo otwarta na nowe smaki i różne dziwne nieznane mi potrawy. O tym co dziwnego jadłam w Laosie pisałam tutaj. Proponuję przejrzeć listę tego co to próbowałam i zastanowić się dwa razy czy jestem snobem. Nie wspomnę już nawet, że większość komentujących nigdy w Laosie nie była, a piszą niemalże jak eksperci :)

Niektóre komentarze były naprawdę zabawne. Ktoś np. napisał, jak ja to mogę kupować sok w kartonie skoro mam tyle świeżych owoców i za grosze mogę kupić z wyciskanych owoców. Po pierwsze, w Polsce również są świeże owoce (jak wszędzie!), a ludzie też kupują soki w kartonie. Po drugie, sok z wyciskanych owoców kosztuje ok 10 tys kipów (4 zł). Litr soku, który kupiłam kosztował 16 tys kipów.

Inny idiotyczny komentarz, który tylko dowodzi, że większość komentujących nie miała bladego pojęcia co pisze, dotyczył obranego pomelo. No więc, najwyraźniej jestem leniwa, bo wolę przepłacać za obrane pomelo. Czyżby? To obrane pomelo kupiłam za 10 tys kipów (4 zł) od pana na ulicy, który sprzedawał kilka rodzajów owoców prosto ze swojego pick-upa. Dziś będąc na lokalnym targu owoców widziałam nieobrane pomelo za 12 tys kipów. Faktycznie przepłaciłam :) Dodam, że prawie wszędzie pomelo jest tu sprzedawane obrane.

Ktoś również napisał, że jakbym poszła na lokalny targ, to tak bym się obkupiła, że bym nie uniosła zakupów. Czyżby?

Podam dziś ceny warzywa i owoców. Zakupy zrobione na lokalnym targu. Na targu z owocami były ceny, więc nie było możliwości, żebym przepłaciła, co zdarza się tu obcokrajowcom cały czas.


Powyżej mamy zakupy zrobione na targu warzywnym. Mamy tu malutką kapustę, pomidorki koktajlowe, ogórka, daikon (tzw. chińską rzodkiewkę), tutejsze fasolki i dwie limonki. Same produkty lokalne. Cena 18 tys kipów ( 7,60 zł).


A oto i zakupy z targu z owocami. Jest kokos (tak zawsze jest obrany i rurka jest za darmo), dragon fruit, dwa żółte mango i melon cantaloupe. Znów, same produkty lokalne. Cena 40 tys kipów (16 zł). Teraz zadajcie sobie pytanie: Ile lokalnych, sezonowych owoców kupicie w Polsce za 16 zł?

Czy to są niskie ceny? Zależy dla kogo, ale na pewno nie dla Laotańczyka, który zarabia 100 dolarów - co jest średnią laotańską pensją. Mięso na na targu jest niewiele tańsze niż mięso w Polsce, dlatego większość Laotańczyków musi się zadowolić podrobami. Na wsiach, ludzie polują na ptaki, dziką zwierzyną i łowią ryby.

Chyba temat cen produktów spożywczych w Laosie wyczerpałam. Ja w każdym razie czuję się wyczerpana i temat zamykam :) Udanych zakupów, gdziekolwiek jesteście!

sobota, 11 października 2014

Dzień Nauczyciela i prezent jakiego się nie spodziewałam

O Dniu Nauczyciela w Laosie pisałam już 2 razy, więc nie chcę się za bardzo powtarzać, ale w tym roku jeden prezent totalnie mnie zaskoczył.

Były słodycze, suszone wodorosty, materiały na laotańskie spódnice, notatniki, śmieszna jaskrawo zielona koszula, "eleganckie" opakowanie z chusteczkami higienicznymi, wieczne pióro z atramentem (nie używałam takiego od czasu podstawówki!) i power bank (przenośna ładowarka - tak chyba to się nazywa). Takich prezentów mniej więcej się spodziewałam i ze wszystkich się cieszyłam, niezależnie od wartości materialnej.


Był jednak jeszcze jeden prezent - koperta. Na kopercie były życzenia napisane po laotańsku, a w środku pieniądze. Dostałam od ucznia 2000 baht, co w przeliczeniu na złotówki daje ok 200 zł. O tym, że nauczyciele czasami dostają pieniądze od uczniów w Dniu Nauczyciela słyszałam, ale jakoś nie sądziłam, że mi też się to przytrafi.

Co właściwie taki prezent oznacza i czy wypada go przyjąć. W tutejszej kulturze taki prezent trzeba przyjąć, inaczej byłoby to źle widziane. To, że rodzic (przez ucznia) daje nauczycielowi pieniądze, to wyraz szacunku, więc nic tylko się cieszyć. No to się cieszę :)

niedziela, 5 października 2014

Laos NIE jest tani

Dostaję sporo maili z pytaniami o ceny w Laosie, więc o kosztach życia w Laosie dziś będzie.

Jak przyjeżdżają turyści z Australii lub Wielkiej Brytanii to czują się jak w raju - wszystko jest tańsze! Z naszej, polskiej, perspektywy sprawa wygląda zupełnie inaczej....

Zacznijmy od tego, że u naszego sąsiada, w Tajlandii, koszty życia są niższe w Laosie. Tutaj naprawdę tanie są 4 rzeczy: papierosy, banany, kawa i ryż. I jeszcze oczywiście papaja. Wiele osób wyobraża sobie, że życie w takim biednym rozwijającym się kraju jest bardzo tanie. Nic bardziej mylnego.

Dla przykładu podam ceny produktów, które dziś kupiłam 

To co widzicie na zdjęciu, to dzisiejsze zakupy za ok 40 zł.

Zacznijmy od tego co najtańsze:

1. paczka laotańskich papierosów - 8 tys kipów (3,20 zł)
2. kiść bananów (10 sztuk) - 5 tys kipów (2 zł)
3. tubka wasabi - 10 tys kipów (4 zł)
4. butelka coli - (450 ml) - 5 tys kipów (2 zł)
5. chleb tostowy - 10 tys kipów (4 zł)
6. świeże bułeczki (osobiście znam tylko jeden sklep, który ma takie dobre pieczywo) - 3,500 kipów za jedną (1,40 zł)
7. obrane pomelo średniej wielkości - 10 tys kipów (4 zł)
8. sok winogronowy 1 litr - 16 tys kipów (6,40 zł)
9. płatki Nestle (mała paczka 170 gramów) - 24 tys kipów (9,60 zł)

Dodam jeszcze ceny kilku innych popularnych dla nasz produktów spożywczych:

1. litr mleka - 15 tys kipów (6 zł)
2. 250 gramów sera żółtego (importowanego, lokalnych nie ma) - ok 40 tys kipów (16 zł)
3. 200 gramów salami (znalezione w wietnamskim sklepie) - 48 tys kipów (19,20 zł)
4. czteropak Monte dla dzieci (również w wietnamskiego sklepu - 25 tys kipów (10 zł)
5. ogórki konserwowe (ku wielkiej radości Mai też ze sklepu powyżej) - 10 kipów (4 zł). Słoik 720 ml, więc tanio!
6. puszka mielonki wołowej 170 gramów - 13 tys kipów (5,20)
7. piwo Beerlao w sklepie - 8 tys kipów. Butelka ma 640 ml!
8. repelent na komary (spray lub mleczko 80 ml) - 17 tys kipów (6.80 zł). Ostatnio u Wietnamczyków kupiłam 70 ml mleczko za 13 tys.

Piwo w laotańskim beer gardenie będzie kosztować ok 10 tys kipów (4 zł)- w tych lepszych i bardziej popularnych więcej. Nad Mekongiem, czyli w dzielnicy turystycznej, butelka będzie nas kosztować ok 15 tys kipów. W ekskluzywnych restauracjach zapłacimy przynajmniej 20 tys kipów.

Kawa w noodle shop'ach i tanich knajpkach kosztuje 10 tys kipów. Piszę o cenach iced coffee, ale na ciepło oczywiście kosztuje tyle samo, ja po prostu ze względu na pogodę piję zawsze kawę z lodem. Nad Mekongiem, w restauracjach, kawa będzie nas kosztować ok 15 tys kipów. "Wypasione" kawiarnie serwują kawę (trzeba przyznać, że jest rewelacyjna) za ok 20 tys kipów.

Kawa w jednej z moich ulubionych kawiarenek za 18 tys kipów

Tradycyjna laotańska zupa noodle soup będzie na ulicy (w tak zwanych noodle shops) kosztować od 10 do 15 tys kipów (4 do 6 zł).

Za europejskie śniadanie na mieście zapłacimy ok 25 tys kipów (10 zł), z wyjątkiem Kung's Cafe (o której pisałam tutaj), gdzie na jajecznicę z bagietką wydamy 10 tys kipów.

Western style breakfast za 25 tys kipów (10 zł)

Najtańszą laotańską potrawą oprócz zupy, będzie ryż smażony z warzywami i kurczakiem lub krewetkami. Dodam, że nie ma co liczyć na dużą ilość protein. Takie danie w laotańskiej knajpce powinno kosztować ok 15 tys kipów.

Ceny w restauracjach nad Mekongiem są wyższe i wahają się od 35 do 60 tys kipów. Oczywiście droższe też znajdziemy. Plusem jest duża różnorodność kuchni, od laotańskich, przez tajskie, chińskie, indyjskie, japońskie i wszelako rozumiane "zachodnie". Tańszą alternatywą jest jedzenie na targu nocnym nad Mekongiem - tylko jest trzeba na stojąco, lub zabrać je do domu.

Fried wontons - taki rodzaj smażonych pierożków. Pycha! Cena 35 tys kipów (14 zł)

Obiad w domu. Grillowana ryba kupiona na targu za 25 tys kipów (10 zł)
Do picia jakaś chińska ziołowa herbata (oczywiście z lodem) - 5 tys kipów. 
Pomidorki koktajlowe są w Laosie bardzo tanie.

Jedna z moich ulubionych laotańskich przekąsek.
Niedojrzałe (kwaśne) mango z cukrem i chilli :)
5 tys kipów - 2 zł

Mieszkania też nie są tanie, jeśli myśli się o zachodnich warunkach. Motocykle są droższe niż w Tajlandii jak i również jazda tuk-tukiem. Samochody są dużo droższe niż Polsce. 

Tani Laos? Niekoniecznie :) Oczywiście mówię tu o cenach w stolicy, po za miastem, w wioskach, będzie taniej, ale tam można już zapomnieć o kupnie sera, salami czy innych zachodnich dobroci spożywczych. 

Dla pocieszenia powiem, że noclegi w różnego rodzaju guesthousach są kilkakrotnie tańsze niż np. w Europie. Podróżować po Laosie DA się tanio, ale jak się tu mieszka to sprawa zaczyna wyglądać trochę inaczej, bo przecież ile można jeść noodle soup, albo sticky rice z pastą chilli? ;) 

Za to słońce mamy za darmo, przez cały rok :)