poniedziałek, 17 lutego 2014

Wycieczka Świąteczno-Noworoczna - część III: Si Phan Don

Kolejnym punktem podróży miał być Si Phan Don ("Cztery Tysiące Wysp na Mekongu"). Mówi się, że podczas pory suchej jak policzymy wszystkie wystające kępki trawy z Mekongu, to naliczymy pewnie koło 4 tyś. wysp. Si Pahn Don jest miejscem wyjątkowym i stosunkowo niewielu turystów tu dociera w porównaniu z Vang Vieng czy Luang Prabang. Turyści mają do wyboru 3 wyspy: Don Khong, Don Det i Don Khon. Wyspy Don Det i Don Khon są położone obok siebie i wystarczy pokonać przez most, żeby przejść z jednej wyspy do drugiej. To na te wyspy turyści najczęściej przyjeżdżają, bo jest tam więcej atrakcji i trochę "nocnego" życia.

My celowo wybraliśmy największą z wysp, Don Khong. Paradoksalnie to właśnie ta wyspa jest najspokojniejsza, wręcz uśpiona. Po intensywnym pobycie w Pakse chcieliśmy pełnego relaksu, zwłaszcza, że kolejnym etapem podróży był Phnom Penh w Kambodży.

Zanim opowiem o samej wyspie, kilka słów o tym jak na wyspę się dostać. Jak już pisałam wcześniej, autobus dla turystów odjeżdża z Pakse o 8 rano. My jednak chcąc odwiedzić Wat Phu i jeszcze tego samego dnia udać się na Don Khong, zdecydowaliśmy na lokalny minibus. Koło godziny 14 udaliśmy się tuk-tukiem na dworzec. Na miejscu kupiliśmy bilety na wyspę Don Kong. W cenie biletu była również przeprawa promem na wyspę. Pani powiedziała, że minibus odjeżdża o 16, tak też napisała na bilecie. Jak się okazało wyjazd był o 15. Dobrze, że jacyś lokalni nas uświadomili.... Tak więc jakieś 10 min. przed 15 udaliśmy się do naszego minibusu. Kiedy zobaczyłam stan pojazdu i ilość ludzi upchanych w środku, wiedziałam, że czeka nas ostra jazda.... Szczerze, na początku byłam pewna, że się nie zmieścimy. Kierowca jakoś poprzestawiał i poprzesuwał ludzi (niektórych usadowił na maluteńkich plastikowych krzesełkach) i miejsce dla nas się znalazło. Nie za wiele, ale dało się usiąść. Naturalnie byliśmy jedynymi białymi.

Podróż miała trwać 3 godziny. Po godzinie busik zatrzymał się w jakiejś wiosce, gdzie zostaliśmy wszyscy zaatakowani przez lokalnych próbujących sprzedać coś do jedzenia czy picia. Kurczaki, sticky rice na słodko zawinięty w bambusach i inne przysmaki dosłownie były wpychane drzwiami i oknami do wnętrza naszej małej puszki na kółkach. Widok tylu rąk ekspresowo wymieniających towary na pieniądze przy, naturalnie, ogromnym hałasie (każda kobicina krzyczała głośniej, żeby to od niej coś kupić) był dosyć interesujący. Dobrze jednak, że nie trwało to długo, bo gwar był straszny, zdecydowanie za intensywny gdyby potrwał dłużej.


Po kolejnej godzinie kierowca się zatrzymał ponownie. Na początku myślałam, że to tylko przystanek. Ale przed nami rozciągał się Mekong, co oznaczało, że jesteśmy prawie na miejscu i czekamy na prom. Po raz pierwszy podróż trwała krócej niż się spodziewałam. Po jakiejś pół godzinie przypłynął prom. Dziesięć minut później byliśmy na naszej wyspie.

Wyspa Don Khong to idealne miejsce dla tych, którzy chcą uciec od turystów. Sami widzieliśmy zaledwie kilkanaście białych twarzy (a byliśmy tam na Wigilię), z czego jeden turysta trafił na wyspę przypadkiem myląc ją z Don Khon. Na wyspie jest niezaprzeczalnie pięknie i spokojnie - taka oaza spokoju. Leżenie na hamaku i leniwie przyglądanie się Mekongowi to jedna z najprzyjemniejszych rozrywek na wyspie. Warto udać się też na spacerek i zobaczyć jak mieszkają laotańscy wyspiarze.

Wioska, w której mieszkaliśmy (największa na wyspie) Muang Khong to najbardziej uśpione i sielankowe miejsce w Laosie jakie miałam przyjemność zobaczyć.

Na wyspie głównie się leniliśmy, więc nasz pobyt mogę pokazać tylko przez zdjęcia :)


 Na naszym tarasie - przyjemnie, prawda? :)

Taki widok mieliśmy leżąc na hamaku :)

Jedyna szkoła na wyspie 

Dzieci na wyspie nie mają wielu form rozrywek, więc najwyraźniej bawią się wszystkim ;)

Spacerując po wyspie 







Najstarsza świątynia na wyspie, Wat Jom Thong, liczy sobie 200 lat 

Przy innej świątyni 

Restauracje pięknie położone, prawie zawsze z widokiem na Mekong 

Od lewej: shake arbuzowy, lao lao mojito i Beerlao

Opuszczając wyspę 

Informacje praktyczne:

Podróż z Pakse na Don Khong - cena za bilet lokalnym minibusem 50 tyś kipów (w cenie jest podróż promem na wyspę)

Nocowaliśmy w hotelu Auberge Sala Done Khong (obecnie hotel ma inną nazwę, której niestety nie pamiętam, ale numer tel. ten sam). Za pokój 3 osobowy z łazienką i śniadaniami dla nas wszystkich zapłaciliśmy 30 USD za noc (cena za pokój, nie od osoby). Muszę powiedzieć, że był to najpiękniejszy pokój w jakim spaliśmy podczas całej wycieczki. Przestronny i cały w drewnie z bardzo ciekawą łazienką w kamieniu. No i ten taras z widokiem! Polecam! 

A w następnej części będzie o Phnom Penh w Kambodży i oczywiście o kolejnej o wiele za długiej podróży z atrakcjami ;)

piątek, 14 lutego 2014

Walentynki w Laosie?

O tak, ostatnio Laotańczycy obchodzili "nasz" Nowy Rok (31.12), Chiński Nowy Rok (31.01), a dziś obchodzą Walentynki.

W zeszłym roku jakoś nie przypominam sobie Walentynek tutaj, ale z roku na rok wszystko się tu zmienia. Obecność obcokrajowców, telewizja i internet sprawiają, że w Laosie celebruje się różne święta, które z kulturą laotańską nie mają zupełnie nic wspólnego.

Dziś wystarczy przejść po ulicach, żeby przekonać się, że o Walentynkach Laotańczycy już wiedzą. Na ulicy, oprócz kwiatów (sztucznych i prawdziwych) można zobaczyć pełno straganików, gdzie Laotańczycy sprzedają wielkie chińskie miśki pluszowe i serduszka.

W mojej szkole też było walentynkowo. Wszędzie wisiały czerwone serduszka i każdy nauczyciel dekorował swoją klasę jak tylko mógł. Było więc słodko, cukierkowo i kolorowo.

Nie spodziewałam się jednak jednego - prezentów! Tak, kilkoro uczniów przyniosło mi prezenty. Bardzo, bardzo było to miłe zaskoczenie!

A oto i dzisiejsze prezenty od moich słodkich uczniów :)

Torebeczka w serduszka to prezent od mojej koreańskiej uczennicy. 
W środku znalazłam następujące rzeczy:
kopertę 

w kopercie, taka karteczka z życzeniami 

oraz sporo łakoci :)

A to słodkości od szefa :) 

Miło, prawda? :)

Ps. Zalegam okropnie z wieloma wpisami! Nie dokończyłam opowieści o mojej Świąteczno-Noworocznej wycieczce (ba, ledwie ją rozpoczęłam), a tu w między czasie znów byłam w podróży, tym razem z rodziną i przyjaciółmi, którzy przyjechali do mnie w odwiedziny! O wszystkim już wkrótce, obiecuję! 

A Wam, moi drodzy Czytelnicy, życzę miłego dnia, z prezentami czy bez! :)