wtorek, 22 października 2013

Zatrzymana przez policję

To mój pierwszy raz w Laosie, ale zawsze musi być ten pierwszy raz :) Dziś zostałam zatrzymana przez laotańską policję.

Wracałam sobie z restauracji do domu, a że byłam zmęczona i chciałam dojechać jak najszybciej, żeby uniknąć zbliżających się korków, złamałam jeden malutki, malusieńki przepis. Nie chciało mi się objeżdżać i nawracać, więc skręciłam sobie w lewo pomimo zakazu. No i słyszę gwizdek jednego policjanta, a drugi od razu blokuje mi drogę, żebym przypadkiem nie uciekła. No więc zatrzymuję się na poboczu. Nie gaszę silnika, bo nie mam zamiaru długo tak stać. Pan zaczyna mówić do mnie do laotańsku, a ja tłumaczę, że nic nie rozumiem i w ogóle nie wiem o co chodzi. Mówi, żebym przejechała na drugą stronę ulicy, gdzie stało jeszcze trzech policjantów. Udaję dalej głupią i mówię (tylko po ang), że nie wiem, co chce i że muszę jechać, bo nie mam czasu. No i tu pan policjant mnie zadziwił. Zgasił mi motocykl i zabrał kluczyki.... Ku..a! No to teraz jestem zła. Żeby mi tak zabrać kluczyki? Zostawiam więc mój jednoślad i idę z niezadowoloną miną za panem policjantem. Ten daje innemu kluczyki. Podchodzę więc do tego drugiego i mówię, że ma mi oddać moje kluczyki, po czym wyciągam rękę. I znowu mnie zaskoczyli, bo kluczyki dostałam z powrotem. Ten znowu zaczyna coś mówić po laotańsku, a ja tylko wzruszam ramionami. "Speak Lao? - pyta się. "No, I don't speak Lao. I speak English." A on dalej mi tłumaczy po laotańsku, że tam nie mogłam skręcić. A ja swoje "I don't understand" albo "I don't know what you're saying". Pokazuje mi książeczkę do wypisania mandatu. Mówię więc "Ok, you want money?" i wyciągam portfel. Od razu zauważyli moją kartę pojazdu i pokazują, żebym im ją dała. "Oh no, that's mine" tłumaczę (przecież nie chcę żadnego głupiego mandatu!). Wyciągam 20 tyś kipów (8 zł) i podaję jednemu z nich. "OK?" Pytam. Słyszę jak inny mówi, żeby ten mi powiedział 25 tyś, ale on tylko się uśmiechnął i powiedział ok. Odchodząc słyszałam jak mówili, że mają teraz na piwo. No przecież mogli od razu powiedzieć, że chcą na piwo, to bym im dała i nie byłoby całej rozmowy! ;)

W sumie to mogłam już na początku dać temu pierwszemu kasę, ale jakoś chciałam zobaczyć co zrobią. Przez chwilę zastanawiałam się czy nie zacząć mówić do nich po polsku...To by się dopiero zdziwili, ale może następnym razem :P

Bezpieczne parkowanie pod domem :)


4 komentarze:

  1. Bylo wiac, nie zatrzymywac sie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Viola, na 2 piwa im wystarczy, chyba, że zdecydują się whisky, to kupią 2 butelki 0,7 litra i jeszcze reszta im zostanie :D

      Usuń