poniedziałek, 10 czerwca 2013

Lao bizarre foods - czyli co dziwnego jadłam w Laosie

Laotańska kuchnia jest przede wszystkim ostra, a to za sprawą chili, którego używają w ogromnych ilościach. Laos nie ma dostępu do morza, ale rzeka Mekong jest pełna różnych jadalnych stworzeń jak chociażby ryby czy krewetki rzeczne. No i najważniejsze, Laotańczycy nie są wybredni, zjedzą wszystko, co tylko nadaje się do jedzenia. Jako, że ja uwielbiam eksperymentować z jedzeniem, to zawsze muszę spróbować coś nowego jak tylko nadarzy się okazja.

Postanowiłam więc zrobić listę podsumowując co dziwnego, nietypowego, często wręcz (przynajmniej z wyglądu) obrzydliwego jadłam do tej pory. Oto i lista:

1. Smażone koniki polne
2. Smażone latające termity - bardzo dobra przekąska do piwa
3. Jajko balut - jajko z uformowanym zarodkiem kurczaka lub kaczki
4. Durian - najbardziej śmierdzący owoc na świecie
5. Potrawę ze świeżej koziej krwi
6. Wszelkiego rodzaju wnętrzności różnych zwierząt, w tym kozie jądra
7. Rybie oko
8. Głowę ptaka (niestety nie wiem jakiego) - razem z oczami, dziobem i mózgiem
9. Małe grillowane żaby - oczywiście w całości
10. Zupa z bambusa - pycha!
11. Niedojrzałe zielone mango z solą, chilli i cukrem
12. Super ostra sałatka z papai i chilli - najostrzejsza potrawa w Laosie
13. Suszone kałamarnice - popularna przekąska
14. Morning glory (wilec po polsku) - takie tam smażone zielska z czosnkiem
15. Sticky rice (klejący się ryż) - jedzony wszędzie i przez wszystkich w Laosie, zazwyczaj z pastą z chilli - mniam!!!! Jest wersja na słodko, z mango lub banami. Taki deser zawsze jest obwinięty liśćmi z bambusa
16. Czarno jajko, zwane stuletnim jajkiem - jajko na twardo zakonserwowane i przechowywane od kilku tygodni do kilku miesięcy
17. Małże z Mekongu
18. Dziwne laotańskie desery, które najczęściej składają się z mleka kokosowego i bardzo dziwnej galaretki (zupełnie innej niż galaretki jakie znałam i lubiłam w Polsce) - jak dla mnie dosyć paskudne
19. Grillowana krowia skóra - zanim się ją upiecze na ruszcie, skóra ta śmierdzi jak rozkładające się zwłoki, coś obrzydliwego. Zapach koszmarny. Tym dziwniejsze, że kiedy skóra jest upieczona, paskudny zapach znika, a smak jest wyborny.
20. Lao lao - laotańska ryżowa whisky, bardzo tania (8 tyś kipów za butelkę 0,7 litra - ok 3 zł) i raczej mało smaczna ;)

Nr.1 

Nr.2

Nr. 4

Nr.5


Nr.8

Nr.10

Nr.12

Nr.13

Nr.15 (w wersji podstawowej)

Nr.15 (w wersji słodkiej)

Nr.16

Nr.17

Nr.18

Na koniec coś czego nie potrafię nazwać. Na pewno jest jakaś część jakiejś zwierzęcia, ale jaka, nie mam pojęcia. Powiem tylko, że smakuje jak chipsy z nutką boczku :) 

To byłoby zdaję się na tyle, choć oczywiście można by dopisać sporą ilość egzotycznych owoców i warzyw. Wiem, że Laotańczycy jedzą też nietoperze i węże - no cóż, ja jeszcze nie miałam okazji skosztować tych zwierzątek, co nie znaczy, że tego nie zrobię jak tylko będę mieć okazję :)  Podróżując polecam wszystkim zawsze próbować lokalnych potraw - czasami jest to naprawdę niezwykłe przeżycie! :) Smacznego, cokolwiek i gdziekolwiek jecie! :)

13 komentarzy:

  1. Matko jedyna!
    Ja się nie dziwię, że masz taką szczupłą figurę, pewnie chodzisz głodna! Niewiele z tych laotańskich potraw wydaje się być do jedzenia, nie mówię już o tym, że niewiele jakoś względnie smakuje.
    Nietoperze???
    Ale to prawda. Zawsze trzeba próbować lokalnej kuchni. Bez tego wakacje w innym kraju są niezaliczone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, oczywiście specjalnie wybrałam takie dziwne potrawy. Jest również wiele pysznych dań, wszelkie rodzaje mięs, ryby i moje ulubione noodle soup :) Zawsze można też pójść do jakieś francuskiej, włoskiej, albo np. indyjskiej restauracji. Dużym plusem Wientianu jest to, że jest tu bardzo dużo restauracji serwujących potrawy z różnych krajów :) Polskiej kuchni jednak tu nie znajdziemy ;)

      Usuń
  2. Bardzo fajny spis potraw, których należałoby spróbować...
    Niektóre już jadłem, te bardziej "normalne" na inne wciąż brak mi odwagi ;)
    Pozdrowienia z Kambodży!

    OdpowiedzUsuń
  3. Smród duriana pamiętam do dziś a w Tajlandii byłam pół dekady temu. Masakra jakaś.

    Ja też jestem za tym, by na obczyźnie próbować tubylczego jadła, ale pewnych rzeczy jednak nigdy nie wzięłam i nie wezmę do ust ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem warto dodać sobie odwagi piwkiem lub dwoma, wtedy łatwiej dać się namówić na takie "pyszności" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet flaszka wódki nie dodałaby mi aż tyle odwagi ;)

      Usuń
  5. Czesc Ola :-)
    Na Twojego bloga, trafilem przez przypadek, ale bardzo ciekawa lektura i bardzo milo sie go czyta.
    Obecnie mieszkam w Londynie, ale tak jak Ty kiedys marze o Azji od dawna :-).
    Mam znajoma z Tajladii, z ktora od niedawna zaczelismy rozmawiac o wspolnym biznesie w Laosie.
    Ona jest po studiach marketingu i zarzadzania, zna sie troche na rynku, i zaproponowala mi zainwestowanie w ziemie w Laosie pod uprawe czego kolwiek :-).
    Bardzo podoba mi sie ten pomysl.
    I chcialem Cie spytac czy moze orientujesz sie w jaki sposob moge sprawdzic ceny ziemii w Laosie?

    Prawdopodobnie w listopadzie odwiedze Tajlandie i Laos, w celach turystycznych, i moze biznesowych jak dobrze pojdzie :P, wtedy mozemy umowic sie na jakies Beerlao :p.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Witam!
      Na cenach ziemi w Laosie się nie znam. Wiem, że jeszcze jakiś czas temu były bardzo tanie, ale teraz wszystko idzie w górę. Oczywiście zależy to na pewno od lokalizacji, podobno nadal się opłaca. Niestety jaki obcokrajowiec sam nie możesz kupić ziemi, czy otworzyć biznesu. Musiałbyś mieć laotańskiego partnera. Komunistyczny kraj :)
      Jak będę w listopadzie w Laosie to chętnie na beerlao wyskoczę :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. http://www.goldenline.pl/forum/589726/inwestowanie-w-laosie

    Tutaj ktos napisal, ze laotanski rzad sprzyja inwestorom z zagranicy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, ja nie twierdzę, że się nie da, ale poznałam sporo obcokrajowców, którzy otworzyli swój biznes w Lasie. Trzeba mieć Laotańskiego wspólnika. 51% jest dla Laotańczyka, 49% dla obcokrajowca. Tak przynajmniej jest na papierze. Dużo zależy od tego czy znasz kogoś w Laosie, jak dobrze go znasz i czy mu ufasz... Wtedy wiele jest możliwe, ale radzę być ostrożnym :)

      Usuń
  7. Witaj! Podziwiam Cię bardzo bo ja bym wnętrzności, krwi i jąder nie zjadła! :p Też zdarzało mi się w Azji wsuwać różne dziwne rzeczy, tj. np z Twojej listy smażone koniki polne (do tego jeszcze karaczany też smażone), ostrą sałatkę z papaji, zielone mango z solą i chili, morning glory, duriana czy fermentowany ryż w liściu bambusa. Jadłam też suszonego ryżowego węża i kokosową whiskey w Wietnamie. Nie wiem jak te deserki w Laosie z mleka kokosowego ale w Wietnamie się nimi zachwycałam! Już za 3 tyg lecę z koleżanką do Tajlandii i Laosu na miesiąc i mam nadzieję ich skosztować :) Pozdrawiam. Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Ania! Jak lubisz kokosowe deserki, to pewnie zasmakujesz się w tutejszych. Ja tu właściwie zupełnie przestałam jeść słodycze czy desery. Lokalne mi nie smakują, a to co importowane kosztuje majątek :) Mam nadzieję, że Laos Ci się spodoba, tyle tu niesamowitych miejsc! Pozdrowienia z Wientianu!

      Usuń