poniedziałek, 27 maja 2013

Zakupy w Laosie i dziwne manekiny

Na początek powiem, że nadal jestem w pracy... Sama nie wiem po co, nie mam nic do roboty. Mój przełożony na pytanie co mam robić w następnym tygodniu, powiedział, że nie wie i że mogę np. czytać książkę, co też pewnie zrobię. Ale na razie postanowiłam wykorzystać czas na napisanie krótkiego postu... o   zakupach :) Więc będzie to coś dla kobiet :)

Przede wszystkim w Laosie należy zapomnieć o wszystkich markowych sklepach, które znamy z Polski, czy też ogólnie z Europy. Nie ma żadnych sklepów sieciowych typu, ZARA, H&M, czy Reserved. Nie kupimy tu markowych ubrań. Jeśli komuś bardzo zależy na takowych, trzeba się wybrać do Tajlandii. Tutaj za to możemy kupić laotańską bądź tajską odzież, która nie jest taka zła. Można znaleźć też sklepy z indyjską lub koreańską odzieżą. Plusem są ceny, niskie ceny :) W Wientianie jest bardzo dużo sklepików z ubraniami. Są też bazary, na których jest tanio, jeśli oczywiście dobrze się potargujemy. Jak wiele razy już pisałam, w Laosie targujemy się wszędzie (z wyjątkiem supermarketów) nawet jeśli podane są ceny. ZAWSZE można trochę utargować, raz więcej raz mnie,j ale zawsze coś :) Ostatnio kupiłam torebkę ze skóry (podobno) i stargowałam cenę z 450 tyś kipów (ok 180 zł) na 200 tyś (80 zł). Dobrze jest udawać, że nie jesteśmy pewni co do zakupu, albo, że tak naprawdę to nie chcemy kupić, wtedy najczęściej będą nas pytać ile chcemy zapłacić, czyli podajemy własną cenę. Jak ktoś nie zna liczb po laotańsku to żaden problem, w sklepie zawsze mają kalkulator, na którym możemy wystukać cenę.

Napisałam, że nie można tu kupić markowych ubrań, ale ostatnio odkryłam jeden sklep w którym można. Jakiś czas temu otworzyli sklep z ubraniami dla dzieci. Nieduży sklepik, niewielki wybór, ale śliczne, markowe i oczywiście niestety dosyć drogie ubranka (choć i tak tańsze niż u nas w Polsce). Możemy tam znaleźć ubranka firm takich jak ZARA czy United Colors of Benetton. Myślę, że mają tam końcówki kolekcji, dlatego ceny nie są aż tak wygórowane. Gdyby ktoś był zainteresowany, sklep mieści się na Ban Phonsinuan.

Chcąc zrobić odzieżowe zakupy warto również rozważyć opcję wyjazdu do Nong Khai w Tajlandii (miasto zaraz za granicą laotańsko-tajską). W pół godziny dojeżdżamy autobusem do granicy, a z granicy tuk-tukiem do centrum handlowego. Kierowcy wystarczy powiedzieć Tesco-Lotus i będzie wiedział gdzie jechać.

To chyba tyle o zakupach ciuchów w Laosie. Należy tylko liczyć się z tym, że kupując tu ubrania czy buty nigdy nie wiadomo czy pochodzimy w nich tydzień (zdarzyło mi się tak parę razy z butami i torebkami) czy rok! Tak czy inaczej udanych zakupów :)

Poniżej zabawne manekiny z laotańskich sklepów :)

Pan i pani po prawej wyglądają na zmęczonych życiem, pani pośrodku za to jest super szczęśliwa pomimo braku rąk ;)

Ta znowu straszy oczami - coś jak z "Ringu" ;)

Ta zdaje się pożyczyła usta od Angeliny Jolie ;)

 A tej biedaczce chyba kiedyś głowa odpadła, bo szyję ma taśmą posklejaną ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz