piątek, 15 marca 2013

Refleksja z pracy

Dziś jest piątek. Mój ulubiony dzień. Nie tylko dlatego, że zaczyna się weekend, ale też dlatego, że pracuję (uczę) tylko 2 godziny, choć w pracy siedzę do 16:30. Jak widać bynajmniej się nie nudzę. Zawsze mogę napisać nowego posta, poczytać książkę, albo coś oglądnąć. Ale przejdźmy do sedna. Siedzę (albo raczej siedziałam) sobie w pokoju nauczycielskim i wszytko było ok dopóki te wariatki Turczynki, albo Laotanki nie włączyły klimatyzacji. Ja rozumiem, że jest gorąco na zewnątrz, ale ustawienie temperatury na 16 stopni jest chyba lekką przesadą?! To ja przyjechałam do Laosu, żeby grzać tyłek, a tu wchodzę do pokoju nauczycielskiego i mam wrażenie, że transportowałam się do Polski. Najprościej w świecie marznę! Dobrze, że jest alternatywa. Zawsze mogę wyjść przed szkołę i usiąść sobie przy stoliku, co też właśnie zrobiłam :)

A to dróżka do mojej szkoły. Po prawej jest stawik z liliami :)

3 komentarze:

  1. no niestety tak to jest, w turcji srednia temperatura jest duzo wyzsza niz w Polsce dlatego im jest goraco, przyzwyczaili sie do klimy ustawionej na minimum, ja sam jak mieszkalem we wloszech teraz wyjezdzajac gdziekolwiek pierwsze co robie wchodzac do hotelu to wlaczam klime z przyzwyczajenia mimo ze mieszkajac w Uk wcale szalu z goracem tu nie ma....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że problem wynika stąd, że Turczynki chodzą do pracy w spódnicach po kostki, do tego mają bluzki-mundurki z długimi rękawami i są pozapinane po szyję... A to już wynika raczej z ich religii. Dlatego ja i inne osoby, ubrane w letnie ubrania, marzniemy.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń