wtorek, 29 stycznia 2013

Psy w Laosie

W Laosie problemem są 'bezdomne' psy. Są wszędzie, włóczą się po ulicach, chodnikach, leżą przed domami czy sklepami. W każdym razie jest ich mnóstwo. Należy zwrócić uwagę, że piszę to z perspektywy osoby mieszkającej w Wientianie, stolicy Laosu! Ktoś mi kiedyś powiedział, że psy najczęściej nie są bezdomne tylko do kogoś należą. Problem tkwi w tym jak się te psy (również koty) traktuje. A  traktuje się je jak zwierzęta, które te mają żyć na ulicy. Ludzie nie trzymają psów czy kotów w domu jako zwierzątka domowe. Psy podobno są po to żeby pilnowały domu. Ale jak one pilnują czegokolwiek, jak włóczą się po okolicy i czasem zaczepiają się na wzajem, nie wiem. Ale wiem, że jest to w jakimś stopniu niebezpieczne.
Raz widziałam jak jest duży pies szarpał mniejszego pieska, myślę, że dotkliwie go pogryzł. Takie sytuacje zdarzają się tu dosyć często, a ofiarami padają również ludzie. Jest to szczególnie niebezpieczne ze względu na wściekliznę. Dodam od razu, że za namową francuskiego lekarza, zaszczepiliśmy Maję na wściekliznę. Nas może nie pogryzą :P Oczywiście powodują one również niebezpieczeństwo na drogach, założę się, że niejeden kundelek spowodował wypadek. O ile przy samochodzie to jeszcze nic, to na motorze może się to źle skończyć.
Na pewno niejednego intryguje sprawa psiego mięsa. Czy Laotańczycy jedzą psy? Otóż z tego co mi wiadomo, to nie. Nigdy w żadnej laotańskiej restauracji nie spotkałam się z psim mięsem. Ale wiadomo, różnie to w życiu bywa. Powiem tak, jeśli jakiemuś biednemu  Laotańczykowi ktoś by zaserwował pieska, nie wybrzydzałby. Tym bardziej, że w Laosie jest trochę Wietnamczyków, a jak wiadomo, oni psie mięso bardzo lubią. Mają tu też swoje restauracje, gdzie można spróbować tego mięsnego specjału. Jeszcze nie miałam okazji, ale restauracje takie już widziałam.
Raz widziałam, jadąc ulicą, jak na vanie (najprawdopodobniej) usypiali psa. Tak się zastanawiałam wtedy, czy był chory i chcieli ulżyć mu w cierpieniu, czy może byli bardzo głodni....
Na koniec opowiem jeszcze jedną  anegdotę - historyjka prawdziwa, która miała miejsce w szkole z uczniami klasy 4 szkoły podstawowej. Na lekcji przyrody (science) opowiadam o cyklach życia różnych zwierząt. Porównujemy je i mówimy, że cykle życia niektórych zwierząt są bardzo krótkie, inne dłuższe. I tu coś wspominam o psach. I wtedy jeden z moich uczniów, Bond, podnosi rękę. Więc pytam:
Ja: What is it Bond?
Bond: Teacher, once I have a dog, then the dog grow old and the Vietnam eat my dog! (to jest cytat, stąd  błędy, oczywiście ;) )
Tłumaczenie (dowolne): Nauczycielu, kiedyś miałem psa, ale mój pies się zestarzał i Wietnamczyk/cy zjadł/zjedli mojego psa!
Muszę powiedzieć, że choć historia okropna oczywiście, to jednak słysząc ją z ust mojego ucznia nie mogłam się nie uśmiechnąć ;)

1 komentarz: