poniedziałek, 21 stycznia 2013

Kolejna przeprowadzka

Ok 2 tygodni temu przeprowadziliśmy, po raz kolejny. To już nasze 3 mieszkanie (nie licząc hotelu, w którym na początku spędziliśmy kilka pierwszych dni). Ale pytanie jakie się na pewno wszystkim nasuwa, to dlaczego? Na decyzję tę złożyło się wiele czynników.

Pierwszym i najważniejszym powodem były komary. Tu w Laosie komary latają cały czas, w dzień, w nocy, w porze deszczowej i w porze suchej. W okolicy naszego pierwszego mieszkania, podobno, dawniej było bagno, które jakiś czas temu zostało zasypane. Najwyraźniej jednak nie zasypali go za dobrze bo w okolicy roiło się od od komarów. Również na domem, miedzy płytami betonowymi, niby "chodnikiem", były dziury, w których zbierała się woda. Tam swobodnie komary mogły się rozmnażać. Oczywiście komary te bez problemu znajdywały zawsze jakich sposób, żeby dostać się do domu. Nieszczelne okna, drzwi, wentylatory, dziury, i szpary w ścianach i suficie były ich przepustką do naszego domku. Mnie komary szczególnie uwielbiały więc musiałam stosować kremy i spreje przeciw komarom kilka razy dziennie, nawet przed pójściem spać.

Do tego były również inne stworzonka i w naszym domku. Na początku były karaluchy, których chyba udało się nam pozbyć. Oczywiście mrówki ciągle gdzieś się pojawiały, zwłaszcza w kuchni. Gekony to chyba standard prawie wszędzie. A Jakiś miesiąc przed przeprowadzką odkryliśmy szczura, który żył sobie w jednej z kuchennych szafek. Wyjadał on jedzenie z kosza i urządzał wyżerki i w szafce.

Miałam już tego wszystkiego dosyć, zwłaszcza komarów i szczurzych bobków, które znajdowałam nawet w sypialni w szufladzie z bielizną. Do tego wszystkiego dodam jeszcze koguty sąsiadów, które budziły mnie każdego ranko o nieludzko wczesnej porze! Na koniec wspomnę o psach, które łaziły sobie o okolicy (o psach w Laosie na pewno napiszę osobny post). Otóż psy te zbierały się nocą w naszej okolicy i wyły i szczekały godzinami. Swój koncert zaczynały zazwyczaj koło 11 w nocy.

To wszystko spowodowało, że po 3 miesiącach (za które zapłaciliśmy z góry) zdecydowaliśmy się wyprowadzić. Przeprowadziliśmy się tym razem do mieszkania - apartamentu na 2 piętrze, jakiś ponad kilometr od poprzedniego domu. Czynsz jest tu troszkę większy, ale za to wszystkie rachunki są wliczone, dołożony jest internet bezprzewodowy i sprzątanie!!! Przychodzi taka sympatyczna pani, 4 razy w tygodniu, wyciera podłogi, odkurza, zmywa (jeśli jest akurat potrzeba), przebiera pościel i układa inne rzeczy. Ogólnie super sprawa! :) Kto by się nie cieszył z takiej gosposi!. Dodam, że mieszkanie jest śliczne, o dużo lepszym standardzie, no i brak dziwnych stworzeń w mieszkaniu. Czasem jakiś komar wleci, lub mrówki pojawią się w kuchni, ale jest to na tyle rzadko, że nie sprawia to problemu. Podsumowując jednym słowem - super!

Główna sypialnia

Moje królestwo ;)

Kącik Mai - czyli gdzie Maja się bawi i gra na komputerze ;)

Druga sypialnia/salon



Widok z salonu na jadalnię 

Jadlania

Kuchnia

Taki kącik między sypialnią a łazienką 

Łazienka

Balkon 

Widok z balkonu na That Luang 

7 komentarzy:

  1. no to faktycznie niebo a ziemia :D)- pozdrowka! za 3 miechy dowiemy sie ze wynajęliście jakiś apartament w Bangkoku :) - i tak 3mać i do przodu! PD

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, różnie może być, ale w Bangkoku mieszkać bym nie chciała :)Ale mieszkanie rzeczywiście o niebo lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy blog. Zazdroszczę tej przygody i pogody ;)

    Pozdrowienia z Cichego :)

    K.K

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak duze jest to mieszkanie tzn chodzi mi o powierzchnie w metrach kw?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze w sumie to nie wiem, ale jakieś 50 metrów, może więcej? Do 60 może.

      Usuń