niedziela, 13 stycznia 2013

Jomtien Beach, Pattaya in Thailand

Zaraz po sylwestrze w Bangkoku, czyli 01.02.2013 wyruszyliśmy rano do słynnego kurortu o nazwie "Pattaya". Podróż zajęła nam jakieś 3 godziny minivanem, a następnie w niecałe pół godziny znaleźliśmy przy Jomtien Beach. Wybraliśmy to miejsce i tę plażę, a nie Pattaye, ponieważ według moich wcześniejszych 'badań' w internecie i przewodnikach, plaża Jomtien jest o wiele przyjemniejsza, mniej zatłoczona i o wiele bardziej przyjazna dla rodzin. Przyjechaliśmy tam odpocząć, więc dla nas to było dobre miejsce. Jeśli ktoś ma ochotę na imprezy, nocne kluby i Tajki, które są chętne kiedy widzą każdego białego "bogatego falanga" to na pewno spodoba się mu Pattaya.



Mieszkaliśmy w takim sympatycznym pensjonacie (ładniejszy od tego w Bangkoku) zaledwie 250 metrów do morza. Właściwie to jest Zatoka Tajlandzka będąca częścią Oceanu Indyjskiego. Plaża jakoś nie powalała, ale była wystarczająco sympatyczna. Plaża była piaszczysta i można było sobie wynająć stolik z leżakiem (ok 3 zł od osoby) lub kupić taką plażową matę za 12 zł i leżeć na piasku pod palmami :) W pierwszy dzień wypróbowaliśmy opcję z leżakami potem zdecydowaliśmy się na matę. Na leżaku nie ma jak się położyć na brzuchu :D Morze było cudowne jeśli chodzi o temperaturę, lekko chłodzące i orzeźwiające - jednym słowem super. Natomiast jak to przy piaszczystym dnie, nie za wiele było co podziwiać. Znaleźliśmy kilka muszelek i skorupę stworzenia, które się nazywa horseshoe crab :) Oczywiście były zabawy w piasku, ale przede wszystkim w morzu! Ja kocham morze, więc zawsze dobrze czuję się w wodzie i na plaży. Maja miała więcej zabawy niż sądziłam. Szalała w wodzie i nurkowała w poszukiwaniu muszli. Oczywiście spokój na plaży co jakiś czas jest przerywany przez włóczących się po plaży sprzedawców. Sprzedawali przeróżne rzeczy, od kosmetyków, biżuterii po jedzenie. Oczywiście proponowali całą masę usług, jak masaże, tatuaże z henny, warkoczyki i inne turystyczne duperele. Jednak przyznać się muszę, że na balsam z mango się skusiłam Kupiłam też szampon i jakąś wspaniale regenerującą odżywkę ;), ale w końcu szampon i odżywka już mi się prawie kończyły - jakoś trzeba było sobie racjonalizować te zakupy :P Mai też załatwiliśmy tatuaż z henny - a niech się dziecko cieszy ;)
Bałwan z piasku ;)


Relaks :)

Zabawy z tatą :)


Maja i horseshoe crab :)

Tatuaż z henny ;)

Największą atrakcją był chyba lot na "spadochronie', gdzie człowiek jest liną przywiązany do motorówki. Na taką atrakcję skusiłam się ja i Maja - obie miałyśmy niezłą zabawę! 

Ja sobie latam :)

Maja sobie lata :)

 Jedzenie ogólnie było bardzo dobre, krewetki były naprawdę dobre! W końcu prostu z morza! Ale największą rewelacją było sushi. Jadłam kilka razy sushi w Polsce, nawet sama robiłam, ale to co tu jadłam to było absolutnie rewelacyjne!!!

Stoisko na ulicy z owocami morza :)

Krewetki kupione na plaży :)

Sushi!!!!

Tajskie piwo też dawało radę :)

Rozkosz!

Ogólnie Jomtien Beach to przyjemne miejsce na odpoczynek od hałaśliwego i męczącego Bangkoku :)

O zachodzie słońca 

Majcia

:)

5 komentarzy:

  1. Kobieto! 50BTH to 5 zl. Dla Ciebie fiu-fiu - On, ten Twoj kierowca, ktoremu ukradlas kluczyki i torbe z pieniedzmi, byc moze wyzywia za to rodzine lub rodzenstwo. Dno! Trzeba bylo zrezygnowac i znalezc innego tuk-tuka, co jest dziecinnie proste, a nie wykonywac kryminalne ruchy.
    A duma, ktora Cie rozpiera jest zalosna. Wspolczuje Twojemu partnerowi. DNO!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne jak kupujesz kotleta, a serwują ci gówno zaprawione lukrem - to kładziesz uszy po sobie, zjadasz i mówisz - 'wszak to tylko kilka złotych, a sprzedawca musi uciekać się do sprzedaży gówna, bo żywi rodzinę'.
      Co za argumentacja - pewno jesteś z siebie dumny. Ja pod jej naporem byłbym wręcz gotów przyjąć, iż w tajskiej kulturze oszustwo to jakaś norma, którą turysta musi akceptować i znosić. Zapewne jesteś jednym z tych wspaniałych turystów, którzy dają się doić na każdym kroku - wszak to zawsze jest te kilka złotych. Dziękuję, tacy jak ty kreują obraz turysty idioty, którego można ssać jak dojną krowę.

      Usuń
  2. Doskonale wiem ile to jest 50 BHT. I chyba nie przeczytałeś dokładnie ale ja mu te 50 BHT zapłaciłam, a facet próbował nas oszukać i chodziło o zasadę. To raz, dwa, nie miałam czasu jeździć przez 2 godziny po Bangkoku i zwiedzać sklepy, w których nie miałam ochotę nic kupować. Ten kierowca chciał nas oszukać i jeśli chce zarobić więcej to radzę zacząć od uczciwości. Sporo turystów już wie jak Ci kierowcy oszukują turystów i jeżdżą taxi. Ja niczego mu nie ukradłam, a jedynie dałam mu do zrozumienia, że nie toleruję naciągaczy i kłamców, a ten człowiek kłamał mi w żywe oczy. DNO to wypisywać takie rzeczy jak się nie ma pojęcia o czym się mówi. To że ktoś może być uboższy niż ja nie daje mu prawa do oszukiwania mnie okłamywania. I żałosne jest to, że nie jesteś w stanie tego zrozumieć. Na szczęście nie musisz tu więcej zaglądać jeśli Ci się nie podoba. Jedyne co mogę powiedzieć, to życzę podobnej przygody!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ps. Komentarz jest napisany do nieodpowiedniego posta.

    OdpowiedzUsuń