niedziela, 9 grudnia 2012

Laotańskie zoo i pająk gigant!

Wczoraj wybraliśmy się na wycieczkę do zoo. Jedyne zoo w Laosie znajduje się ok 60 km od Wientianu. Niby niedaleko, a dotarcie do zoo zajęło nam 2,5 godziny. Dlaczego? Po pierwsze, drogi, a po drugie, laotańska mentalność. Najpierw motorem pojechaliśmy na najbliższy dworzec, gdzie spotkaliśmy się z naszym kolegą, Amerykaninem i jego 4 laotańskimi znajomymi. Następnie autobusem pojechaliśmy na południowy dworzec (ok 9 km), gdzie znaleźliśmy transport do zoo, czyli samochód z przyczepą. Standardem tu jest, że kierowca zatrzyma się w drodze, żeby zapakować jakieś pudła na przyczepę, albo żeby kogoś odebrać, np dziecko ze szkoły, albo zatrzyma się, żeby kupić sobie coś do jedzenia, albo skorzystać z 'toalety'. Tak więc takich przystanków było kilka. Człowiek musi się uzbroić w cierpliwość i spokojnie czekać :)

W końcu koło południa dotarliśmy do zoo. Laotańskie zoo zdecydowanie wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Ciekawe zwierzęta, przepiękna tropikalna roślinność, niewielka ilość zwiedzających plus 'dzikość' tego miejsca sprawiają, że zoo jest miejscem wartym odwiedzenia. W laotańskim zoo można niektóre zwierzęta nakarmić i wiele pogłaskać. Zabezpieczenia niektórych miejsc mogą wydawać się wątpliwe, widzieliśmy nawet małpy skaczące po drzewach gdzie nie było żadnego ogrodzenia! U nas coś takiego by nigdy nie przeszło, ale właśnie na tym polegał cały urok tego miejsca. Nasz amerykański kolega, który w zoo był 4 raz, opowiedział nam ciekawą historię. Podobno kiedyś jacyś turyści przyszli do zoo z małym dzieckiem. Kiedy oglądali krokodyle, nierozsądny rodzić postanowił wziąć dziecko na ręce i przełożyć je przez ogrodzenie, aby dziecko lepiej zobaczyło zwierzątka. Niestety, dziecko wypadło mu z rąk... i bobasa pożarły krokodyle. Czy opowieść jest prawdziwa, nie wiem, ale z całą pewnością są miejsca gdzie coś takiego mogłoby się wydarzyć. Sama w jednym miejscu wepchnęłam głowę przez barierki (które ktoś wcześniej odpowiednio rozciągnął), żeby zrobić lepsze zdjęcie :) Tak więc możliwe jest, żeby wisieć z aparatem zaledwie metr nad krokodylem ;)
 Jednak zwierzę, które zrobiło na mnie największe wrażenie, nie było w żadnej klatce ani niczym ogrodzone. Mowa oczywiście o ogromnym pająku, który siedział na równie ogromnej pajęczynie! Pająk był wielkości dłoni, lub nawet odrobinę większy! Coś niesamowitego!
Podsumowując, czy będąc w Laosie warto odwiedzić zoo? Zdecydowanie tak! Tylko należy uważać, zwłaszcza jeśli zboczy się ze ścieżki, żeby nie wejść w jakąś pajęczynę :P

Mapa zoo - urocza ;)


Pyton

Karmimy jelonki - prześliczne stworzenia :)

Makaki 

Krokodyle

Pierwszy raz widziałam rosnące duriany :)







Taki był milutki! :)


Znak ostrzegający przed zabawą z niektórymi zwierzętami też był :P

Binturong

Wszystkie zwierzęta zdawały się żyć spokojnie i szczęśliwie. Oprócz słonia.. Ten musiał być albo nieszczęśliwy albo szalony...Cóż się dziwić skoro nogi miał skute łańcuchami. Zdjęcie jest niewyraźne bo słonik cały czas bujał się na boki. Przestawał tylko kiedy dostawał jedzenie. Trzeba powiedzieć, że trąba słonia jest niesamowita w dotyku!




A oto i pajączek!!!

Tu kolega przyłożył za pająkiem moją torebkę. Widać jak ogromny ten pająk był! W innym miejscu widziałam tego pająka wysoko na drzewie. Nie chciałabym, żeby mi taki pająk spadł na głowę! Chyba już wolałbym wskoczyć do krokodyli :P

3 komentarze:

  1. Ten pając rzeczywiście robi wrażenie...
    E.K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do słonia, to z tego co wiem takie bujanie spowodowane jest chorobą sierocą, bradzo dużo słoni które są więzione na nią ciepri. Btw. Super blog ;)

    OdpowiedzUsuń