poniedziałek, 22 października 2012

Festiwal nad Mekogiem

Wczoraj, czyli w niedzielę, wybraliśmy do domu naszego kolegi z pracy, który zaprosił nas na 'garden party'. Powodem imprezy był festiwal, który odbywał się na rzeką Mekong.

Koło południa tuk-tukiem (po małej negocjacji, z 50 tyś kipów zbiliśmy cenę do 25 tyś - 10 zł) wraz z innym kolegą z pracy wyruszyliśmy z dworca na festiwalową imprezę. Howard, u którego odbywała się impreza mieszka praktycznie nad samym Mekongiem. Na miejscu oczywiście w ogrodzie porozstawiane stoły z jedzeniem, a przy stołach ludzie siedzą, jedzą i piją beerlao. Część gości była laotańska, część to obcokrajowcy. Nie mniej jednak z prawie każdym trzeba było coś tam pogadać. Jedna laotańska pani chyba bardzo nas polubiła i ciągle się przysiadała i nawijała po laotańsku. Nie wiele rozumiałam, tylko co któreś tam słowo, ale ogólnie to chodziło o to, żeby się z nią napić beerlao :) Wyglądało to tak: ona coś mówi, ja powtarzam, ona się śmieje, my się śmiejemy a potem wychylamy szklanki beerlao :P

Oczywiście był moment, kiedy to wybraliśmy się na przechadzkę na festiwal, gdzie wszędzie były straganiki i albo ktoś coś sprzedawał albo można było zagrać w śmieszne gry i (przy odrobinie szczęścia) wygrać badziewne nagrody. Jedna z gier, która mi i Mai się podobała to rzucanie lotkami w balony. Trzeba było trafić 3 z rzędu, żeby wygrać. Ja trafiałam 2 razy a 3 trzecim ciągle pudłowałam ;) Na szczęście lepszym graczem okazał się pasierb naszego gospodarza, który trafił 3 razy i wygrał maskotkę. Zabawka powędrowała w ręce uradowanej Mai :) Więcej szczęścia mieliśmy w innej grze, gdzie rzucało się piłeczką do kwadratowego 'pudełka', który był podzielony na mniejsze kwadraciki. Jeśli trafiło się w kwadracik z jakąś liczbą to wygrywało się nagrodę. Przy pierwszym rzucie Mai wygraliśmy piwo ;) potem jeszcze 2 soczki, mały proszek do prania i jakiś batonik - gra kosztowała 8 zł więc chyba nam się poszczęściło :) Na koniec, późnym popołudniem, laotańska pani, która ciągle z nami piła beerlao, zaoferowała, że jej znajomy? nasz zawiezie do domu. Niestety okazało się droga (czyt. wąska ścieżka) była zablokowana przez jakieś auto, bo oczywiście wszyscy wokoło imprezowali w swoich ogródkach. Wróciliśmy tuk-tukiem. Ale zabawa była doskonała, jak mogłaby nie być skoro na stole mnóstwo pysznego jedzenia i skrzynki beerlao ;)


Gra w rzucanie piłeczką 

Gra w rzucanie lotkami w balony

Nasze nagrody :)

Mai nagroda :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz