niedziela, 23 września 2012

Nasz laotański domek

Weekend spędzony na przeprowadzce. Domek, który wynajmujemy ma doskonałą lokalizację - 1.5 km od pracy i niewiele dalej do centrum. Blisko supermarketu i różnych restauracji. Ok 100m od głównej drogi, w sielankowo-wiejskim otoczeniu. Domek jest 2 piętrowy. Na górze 2 sypialnie i łazienka, na dole salon, kuchnia i kibel. Jest tv, są 2 klimatyzatory i mamy nawet odkurzacz!!! Główna sypialnia ma balkon, a jak się budzę to przez okno widzę palmy :) A teraz kilka słów o mrocznej stronie naszego domku (mój dom woła do mnie "I can have a dark side too! ). Podczas sprzątania odkryliśmy w różnych miejscach, najprawdopodobniej, mysie kupy. Nie wiem jeszcze czy myszy gdzieś tu są, czy też były. Na wszelki wypadek trutki zostały zakupione. Oczywiście mały gekon też tu mieszka :) A teraz najstraszniejsze - dziś w nocy zeszłam do kuchni po coś do picia i............. i znalazłam ogromnego karalucha!!!! Dość szybko, ale nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów (całkiem możliwe, że one latają), wycofałam się z kuchni. Karaluch, który był długości palca (nie licząc czułków) i szerokości ok 2 palców chwilę później skrył się w szafce pod zlewem. Prawdopodobnie nadal tam jest.... Na szczęście trutka na karaluchy też już jest. Plan na przyszły tydzień? Przepędzić wszystkich obrzydliwych gości...

My mieszkamy w środku 





Widok z balkonu w sypialni :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz