niedziela, 2 września 2012

Laotańska wieś

Dziś byliśmy na wsi, właściwie to zaraz za miastem w odwiedzinach u kolegi z pracy. Pokazał nam swój dom, który wynajmuje. Aż mnie zamurowało kiedy słyszałam ile płaci za czynsz.... $130!!! To prawie nic za wynajęcie całego domu. Ale za tu musi płacić inną cenę. Do miasta musi dojeżdżać autobusem a potem z dworca jedzie jeszcze minibusem. Cała podróż zajmuje mu prawie godzinę. To ja już wolę mieszkać płacić więcej ale mieć wszędzie blisko. Trzeba jednak powiedzieć, że widoki całkiem ładne. Wybraliśmy się na basen, właściwie to były to 2 małe baseniki na otwartym powietrzu. I co mnie zdziwiło? Wszyscy kąpali się w ubraniach.... w koszulkach i spodenkach. Ja jedyna wyskoczyłam w bikini! Czułam się odrobinę dziwnie!!! Chwile się popluskałam, wskoczyłam w ubranie i zasiadłam przy stoliku by dalej sączyć beerlao :) Moja Majcia za to miała uciechę :) Potem jeszcze zwiedziliśmy 2 wiejskie beer gardeny. Beer garden - to taka knajpka na zewnątrz, jedynie zadaszona przed deszczem, gdzie jak sama nazwa wskazuje pije się piwko. Można też zawsze zamówić jakieś jedzonko. I oczywiście jest karaoke. Wyobraźcie sobie, że przychodzi kilku młodych facetów, siada przy stoliku, zamawia piwo, a potem biorą mikrofon i śpiewają na zmianę piosenki czytając tekst wyświetlające się na tv!  Dziwne? Nie w Laosie :P

Domek na laotańskiej wsi

 Basenik na wsi

Zachód słońca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz