poniedziałek, 17 września 2012

Buddha Park!

Co zwiedzić w Laosie? A dokładnie, co zwiedzić w Vientiane? Buddha Park!!! To zdecydowanie atrakcja turystyczna, której pominąć nie można.

Właśnie w Buddha Park spędziliśmy ostatnią niedzielę! Słynny Park Buddy znany jest w Laosie pod nazwą Xieng Khuang. Znajduje się tam spory zbiór posągów o znaczeniu religijnym, które łączą hinduizm i buddyzm. Choć wygląda wiekowo, nie jest zabytkiem. Został wybudowany w 1958 roku przez księdza-szamana z wizją. Dla zainteresowanych dodam, że podobno druga część parku mieści się po drugiej stronie Mekongu, w miasteczku Nong Khai.

Wycieczka zaczyna się na dworcu autobusowym, skąd odjeżdżamy. Wysiadamy przy Friendship Bridge, który jest przejściem granicznym z Tajlandią. Tu przesiadamy się do mniejszego i o wiele bardziej zatłoczonego busa. Mam szczęście siedzieć na zepsutym krześle z Mają na kolanach, tak szczęście, bo są tacy co stoją. Kiedy piszę zatłoczony, mam namyśli upchany do granic możliwości. Siedzę i zastanawiam się. Jak to możliwe, że jedziemy takim gratem do jednego z najbardziej popularnych wśród turystów miejsca. Po kilku minutach mam odpowiedź. Droga, która prowadzi do Parku Buddy to nieasfaltowa i mega dziurawo-wyboista ścieżka. Jak opisać w skrócie podróż? - coś a la sardynki w puszce podczas trzęsienia ziemi! No i już wiem dlaczego taki bus, a nie inny i dlaczego większość siedzeń była w strzępach. Mai oczywiście podoba się to ciągłe podskakiwanie. W końcu dojeżdżamy do Parku Buddy. Wrażenia? Niesamowite! Wspaniałe miejsce, w którym chciałoby się zostać baaardzo długo. Na nasze szczęście pora deszczowa nie jest porą turystyczną więc oprócz nas było tam zaledwie kilka osób. To pozwala nam poczuć atmosferę tego miejsca głębiej. Choć upał dokucza (parasolka, z którą paraduje niewiele pomaga) czujemy się jak dzieci w parku rozrywki. Co chwilę popadamy w zachwyt i pstrykamy zdjęcia jak szaleni.

Po zwiedzaniu całego parku, gdy czekamy na bus powrotny, nieśmiało zagadują do nas młodzi mnisi. Zaczyna się od pytań takich jak skąd jesteśmy, na ile tu jesteśmy i co tu robimy. Później podczas wspólnej jazdy autobusem, ja dumnie prezentuję swoje umiejętności liczenia po laotańsku,a oni biją mi brawo szczerząc zęby. Po tym jak się pochwaliłam swoimi postępami w laotańskim, przejmuję rolę nauczyciela uczę mnichów liczyć po polsku. Śmiech i wzajemna ciekawość towarzyszą nam do samego Wientianu, gdzie żegnamy się z mnichami i pędzimy do domu i klimatyzacji.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz