wtorek, 21 sierpnia 2012

Bangkok

Pierwszy dzień w Azji - Bangkok! 

Pierwsza rzecz, o której muszę napisać to pogoda! Kiedy wyszłam z lotniska, a było to między 5 a 6 rano, doznałam szoku! Nie tylko było absolutnie gorąco, ale też niewiarygodnie wilgotno! Trochę jakbym weszła do sauny :)

 Czasu na zwiedzanie mało, ale wystarczająco, żeby zakupić śmierdzącego duriana, woreczek pieczonych kasztanów i woreczek smażonych koników polnych :) Koniki polne przyprawione maggi są ... słone i chrupiące - takie chipsiki :) Durian, chyba najbardziej kontrowersyjny owoc na świecie, nie smakował tak źle jak go niektórzy opisywali. Śmierdział, to fakt! Zapach ciężko opisać, jest bardzo intensywny! Smak myślę, że lepszy nich zapach, aczkolwiek nie będzie to mój ulubiony owoc! Smakował trochę jak melon zmieszany z cebulą ;) Zwiedziliśmy też chinatown w Bangkoku - wszędzie pełno ludzi, różnych pojazdów, zapachów (tych przyjemnych i tych mniej) i oczywiście na każdym kroku ktoś coś pichci :) Tak więc nie sposób czegoś nie zjeść. Natrafiliśmy na sympatyczną knajpkę (czyt. stoliki na chodniku) serwującą owoce morza. Mój krab z makaronem popijany sokiem prosto z kokosa był doskonały :) Jutro Laos!!!! 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz