czwartek, 30 sierpnia 2012

Ruch drogowy w Laosie

Kilka słów o ruchu drogowym.

Za każdym razem jak jadę gdzieś na rowerze serce mocniej mi bije. Ludzie jeżdżą czasami na czerwonym, bo przecież po co stać jak nic nie jedzie? :) Jak chodziliśmy pieszo i zatrzymywaliśmy się na czerwonym, kierowcy nam machali, żebyśmy przechodzili. Dziwna sprawa, na głównym ulicach jest bardzo duży ruch, ale korków jeszcze tu nie widziałam. Laotańczycy jeżdżą w miarę powoli, za to dość chaotycznie, raczej znakami się nie przejmują. Po 17 kiedy kończą pracę, podobno robi się bardziej niebezpiecznie bo wielu z nich pije piwko (albo raczej kilka) a potem wskakuje na motor czy do samochodu.. Do tego wszystkiego dodać mój chiński rower i strach się bać!!!

niedziela, 26 sierpnia 2012

Tymczasowy dom

Dziś opuściliśmy nasz hotel i przeprowadziliśmy się do malutkiego mieszkanka. Właściwie jest to pokój z aneksem kuchennym i łazienką. Jest to tymczasowe miejsce, dopóki nie znajdziemy jakiegoś domu. Jest trochę mało miejsca, za to plusem jest lokalizacja, zaledwie 1,5 km do pracy. . Póki co jeżdżę do pracy tuk-tukiem, ale zdecydowanie  musimy kupić rowery! A co to tuk-tuk? To jakby motor z przyczepą :) Jest ich pełno w całym mieście i często próbują zedrzeć z obcokrajowców ile się da, ale ja się nie dam! Choć mieszkamy w stolicy, w Wientianie, to wiele miejsc wygląda jak na wsi, co można zobaczyć na zdjęciach :)

Nasza okolica 


czwartek, 23 sierpnia 2012

Pierwsze kroki na laotańskiej ziemi

Lot z Bangkoku do Laosu był spokojny. Laotańskie linie lotnicze spisały się! Samolot absolutnie wspaniały i prawie pusty, może 1/3 miejsc była zajęta. Dostaliśmy nawet obiadek, choć lot trwał niespełna godzinę. Na lotnisko przyjechał po nas pracownik szkoły, w której będę pracować. Od razu pojechałam na spotkanie z szefem, więc miałam okazję zwiedzić szkołę. Potem pojechaliśmy do hotelu. Dostaliśmy pokój z łazienką, balkonem i oczywiście klimatyzacją, bez której tu się chyba nie da żyć! Na zewnątrz jest gorąco i duszno! Czuję się trochę jak bałwan topniejący wiosną :)

Wypasione laotańskie linie lotnicze :)


Widok na balkonie z naszego pokoju na ulicę w Vientiane 

Ruch drogowy w Vientiane nie wydaje się być duży 

Restauracja hotelowa 

wtorek, 21 sierpnia 2012

Bangkok

Pierwszy dzień w Azji - Bangkok! 

Pierwsza rzecz, o której muszę napisać to pogoda! Kiedy wyszłam z lotniska, a było to między 5 a 6 rano, doznałam szoku! Nie tylko było absolutnie gorąco, ale też niewiarygodnie wilgotno! Trochę jakbym weszła do sauny :)

 Czasu na zwiedzanie mało, ale wystarczająco, żeby zakupić śmierdzącego duriana, woreczek pieczonych kasztanów i woreczek smażonych koników polnych :) Koniki polne przyprawione maggi są ... słone i chrupiące - takie chipsiki :) Durian, chyba najbardziej kontrowersyjny owoc na świecie, nie smakował tak źle jak go niektórzy opisywali. Śmierdział, to fakt! Zapach ciężko opisać, jest bardzo intensywny! Smak myślę, że lepszy nich zapach, aczkolwiek nie będzie to mój ulubiony owoc! Smakował trochę jak melon zmieszany z cebulą ;) Zwiedziliśmy też chinatown w Bangkoku - wszędzie pełno ludzi, różnych pojazdów, zapachów (tych przyjemnych i tych mniej) i oczywiście na każdym kroku ktoś coś pichci :) Tak więc nie sposób czegoś nie zjeść. Natrafiliśmy na sympatyczną knajpkę (czyt. stoliki na chodniku) serwującą owoce morza. Mój krab z makaronem popijany sokiem prosto z kokosa był doskonały :) Jutro Laos!!!! 









sobota, 18 sierpnia 2012

Po co ten blog?

Dlaczego zakładam tego bloga?

Planując wyjazd do Laosu szukałam wszelkich informacji na temat tego kraju. Wydawać się może, że w internecie jest już wszystko.. a jednak stosunkowo niewiele jest na temat Laosu i życia tam. Zwłaszcza jeśli szukamy informacji o Laosie po polsku. Po angielsku jest więcej, ale i tak nie wydaje się to wystarczające. Nawet szukając przewodników po Laosie można się rozczarować. Najlepszy jaki znalazłam to przewodnik Lonely Planet pt. Laos. Jest on jednak po angielsku, więc nie każdy może z niego skorzystać. Polskie przewodniki to zazwyczaj połączenie kilku krajów, np. Laos, Wietnam, Kambodża, co też oznacza, że jest tam bardzo ograniczona ilość informacji. Tak więc postanowiłam założyć bloga dla tych wszystkich, którzy chcą wyjechać do Laosu na wakacje czy też do pracy.

Dlaczego ja jadę do Laosu? Zawsze chciałam zwiedzić Azję, ale pracując jako nauczyciel angielskiego w Polsce ciężko uzbierać wystarczającą sumę na takie wakacje. Zaczęłam więc szukać pracy dla nauczycieli angielskiego w Azji. Większość ofert była dla native speakerów, ale udało się znaleźć ciekawą ofertę w Laosie. Rozmowa o pracę odbyła się przez Skype'a. Wszystko poszło ok i tym oto sposobem moje marzenie o wyjeździe do Azji stało się rzeczywistością. Tak więc ja, moja 6 letnia córcia Maja i Darek, tata Majki, wyruszamy być może w podróż życia do jednego z bardziej egzotycznych krajów na Ziemi, LAOSU!